PROJEKT
O NAS
TU ZACZNIJ
KLIMAT
POLITYKA MŁODZIEŻOWA
WOLONTARIAT
DEBATY
KULTURA
EDUKACJA
FILMY
PARTNERZY I PATRONI

Wywiad z Krzysztofem Bułą: Zaczynamy zadawać sobie pytania i kwestionować pozornie oczywiste sprawy

Jak zaczęła się twoja przygoda z debatami?

KB: Śmieszna historia. To wszystko zaczęło się podczas którejś z pierwszych edycji konkursu Szkoła Debaty. Zostałem wyciągnięty za uszy przez nauczycielkę, bo zawsze miałem tendencję do ekspresji. Z drugiej strony, byłem dosyć wstydliwy jak wiele nastolatków, miałem kompleksy, ale stwierdziłem, że wygadam się, spróbuję. Spróbowałem i było fatalnie! Pierwsze wrażenie było takie, że nie wiem co i po co mówię oraz, że stresuję się bardzo. Ogółem: nie było to najlepsze wystąpienie. Mimo tego, nasza ekipa była bardzo fajna i nie było nikogo innego, kto mógłby to robić, więc pomyślałem, czemu nie? Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z debatami i Bóg zapłać, że tak się stało.

Jak debatowanie wyglądało kiedyś?

KB: W Polsce ten sport nie funkcjonał w sformalizowany sposób, nie było też debat tematycznych. Przez całe liceum miałem możliwość wzięcia udziału w tylu debatach, ile teraz może odbyć się nawet na jednym turnieju. Wtedy też drużyny liczyły po trzech a nie tak jak to wygląda współcześnie czterech mówców. Inaczej też wyglądały przygotowania do debat. Kiedyś mogły trwać one około miesiąca, ćwiczyło się długo i pielęgnowało się swoją mowę. Debat nie traktowano sportowo a bardziej jako „show”. Z biegiem czasu wybraliśmy jednak drogę merytoryki i edukacji i cieszymy się, że w tym kierunku debaty się rozwinęły.

Jak rozwijała się twoja debatancka pasja?

Picture 1

KB: Jest to historia będąca częściowo związana z różnymi zbiegami okoliczności, ale niektóre jej elementy na pewno nie są przypadkowe. W ostatniej klasie liceum wziąłem udział w konkursie Szkoła Debaty i niestety w tym turnieju przegrałem. Dodam na marginesie, że debatowaliśmy nad tezą brzmiącą „Polska jest normalnym krajem”. Wtedy też spotkałem Pawła Nowaka, który już pomagał przy tym konkursie i był zwycięzcą poprzednich edycji Szkoły Debaty. Właśnie z nim i z paroma innymi osobami założyłem Krakowskie Stowarzyszenie Mówców. Początkowo funkcjonowało ono w sposób bardziej towarzyski. Spotykaliśmy się raz w miesiącu, robiliśmy wzajemnie szkolenia, staraliśmy się przemawiać i mieliśmy z tego frajdę. Potem zaczęliśmy współpracę ze Szkołą Debaty, w której to ówcześnie sędziowali nauczyciele szkół, które brały udział w debacie. Najczęściej było po dwóch sędziów i batalia między nimi toczyła się o to, który będzie mniej skłonny do przegłosowania swojej drużyny. Czasem też jako sędziów zapraszano różnych ekspertów czy ważne osobistości, lecz pomimo różnych zasług były to osoby nieprzygotowane do sprawiedliwego sędziowania debat. Zatem naszym motorem do zaangażowania się w Szkołę Debaty była właśnie chęć zmiany sposobów sędziowania, ponieważ widzieliśmy, że młodzież denerwuje stronniczość, a sędziowie powinni być ludźmi z zewnątrz.

Czyli założeniem KSM była edukacja młodzieży?

KB: Na początku nie myśleliśmy o tym w kategoriach edukacji, a nasza percepcja debat nie wychodziła poza Szkołę Debaty. Idea tutorów i pomocy młodszym adeptom debat przez starszych i bardziej doświadczonych kolegów narodziła się spontanicznie i była ona początkiem myślenia o debatach jako narzędziu edukacyjnym. Im więcej pracowaliśmy w szkołach, tym bardziej chcieliśmy wypracowywać metody, poszerzać wiedzę i przygotowywać debaty w taki sposób - aby rozwijać kompetencje młodych osób.

Czy istniała wtedy świadomość, jak ważne jest przemawianie publiczne, jak wiele możliwości można nabyć w ten właśnie sposób? Czy przemawialiście w szkole?

Picture 2

KB: Nie istniała taka świadomość. Nauczyciele musieli wręcz prosić uczniów, żeby reprezentowali szkołę, a większość szkół i tak nie mogła ich zebrać. Mentalność była wtedy zupełnie inna. Jeżeli natomiast chodzi o rozpromowanie debat i rozwoju poprzez debaty to w tym pomogli nowi ludzie, którzy się w nie zaangażowali. Najlepsi mówcy Szkołę Debaty byli zapraszani do Stowarzyszenia i przekazywali swoje umiejętności dalej. Im więcej było tych osób, tym większa była nasza „moc przerobowa” przez co, mogliśmy trafić do większej ilości uczniów. Innymi słowy, absolwenci naszych projektów stali się wizytówkami, że warto rozwijać umiejętności, które debaty dają.

Dla kogo właściwie są debaty? Czy na samym początku potrzebny jest talent, czy może wystarczy praktyka?

KB: Myślę, że bardzo ważny jest talent, ale niemniej istotne są nabywane umiejętności. Oprócz samej sztuki przemawiania, w debatowaniu liczy się też logika wypowiedzi, merytoryka, taktyka. Wydaję mi się, że każdy ma możliwość nauczenia się debatowania na poziomie dobrym i każdy może spróbować. Dzisiaj taka umiejętność jest bardzo dużą przewagą na rynku pracy. Mimo tego, że byłem osobą nieśmiałą, to po tych pięciu przemówieniach, które miałem w liceum, poczułem się dużo pewniej. To pokazuje, że nie potrzeba aż tak wiele pracy, żeby osiągnąć satysfakcjonujący poziom. Jeżeli ktoś chce, to jedyną drogą jest praktykowanie. Naszą misja jest tworzenie jak najlepszych możliwości do ćwiczeń.

Jak obecnie wygląda sytuacja debaty publicznej i jak można ją poprawiać?

Picture 3

KB: Jej poziom waha się między średnim a niskim a jego poprawa wymaga czasu i pracy. W krajach takich jak Polska, w których historia nowoczesnej demokracji jest stosunkowo krótka, wielkim wyzwaniem jest budowa świadomego społeczeństwa, także w obszarze debaty publicznej. Przykładowo w Wielkiej Brytanii tradycja debatowania trwa od 600 lat, podczas gdy u nas zaledwie ok. 25. Poziom debaty publicznej w Polsce możemy zmienić tylko poprzez świadomość i większą kulturę dyskusji. Aktualnie ludzie przerywają sobie nawzajem, nie dają skończyć zdania, przez co żadna myśl nie może zostać skutecznie przedstawiona. Politycy nie korzystają z pomocy ekspertów, którzy mogliby wpłynąć na kulturę i poziom ich dyskusji, ponieważ ludzie wolą oglądać kłótnie i wzajemne obrażanie. Dlatego też gusta takiego pospolitego widza powinny zmienić się, a tak może stać się w momencie, w którym posiadałby on chociaż podstawową wiedzę o debatowaniu. Wtedy nie bawiłoby nas wyzywanie się polityków, a raczej wywoływało poczucie zażenowania i tym sposobem nie zostawilibyśmy im innej możliwości, niż zmienienia się, bo to oni muszą dopasować się do nas, a nie my do nich.

Czy uważasz, że gdyby w szkole uczono nas takich debatanckich zdolności, to wpłynęłoby to na tę świadomość?

KB: Tak, choć niekoniecznie w formie zajęć obowiązkowych. Wiemy, jakie jest podejście uczniów do tego typu przedmiotów, a nie o to nam przecież chodzi. Na pewno gdyby takie zajęcia pojawiły się w szkole i były uczone w sposób ciekawy, to byłyby one bardzo przydatne i również wpłynęłyby na tę świadomość. Ważna jest jednak chęć i brak przymusu, żeby nie osiągnąć skutku odwrotnego od zamierzonego.

Jakie kluczowe umiejętności można nabyć dzięki debatowaniu?

KB: Umiejętności logicznego i krytycznego myślenia, analizy faktów, zadawania pytań, aktywnego słuchania, pracy zespołowej. Te korzyści ogólnie podzieliłbym na trzy płaszczyzny, pierwszą z nich byłaby wiedza, bez której nie da się wygrać debaty. Równie ważne są kompetencje miękkie i kształtowanie postaw. Dzięki debatom nasze podejście do otaczającego nas świata jest bardziej krytyczne, zaczynamy zadawać sobie pytania i kwestionować pozornie oczywiste sprawy.

Jak wygląda przyszłość KSM?

KB: Chcemy otworzyć ligi lokalne w mniejszych miastach i miejscowościach, żeby otworzyć się do tych ludzi. Drugą inicjatywą Stowarzyszenia są akademie umiejętności, czyli intensywne kursy ściśle skupione na szkoleniach, które mają poszerzać wiedzę. Trzecią sprawą jest zakładanie nowych środowisk, które działałyby ogólnopolsko, ponieważ potrzebujemy nowej kadry i partnerskich organizacji.

Dziękujemy bardzo za rozmowę!

Wywiad przeprowadziły Pola Łęgowska i Gabriela Rożnawska